poniedziałek, 10 września 2012

Jak to się zaczęło

Zaczęło się chyba 12 lat temu. Po długim chorowaniu okazało się, że nie jestem w stanie przejśc szybszym krokiem mojej ulicy. Pierszy dystans który udało mi się przebiec to było 300 m. Wtedy głównym moim zajęciem stało się jeżdżenie na rowerze - do kilkuset kilometrów tygodniowo. Przy okazji stwierdziłem, że przebiegnę maraton. Złe buty, za dużo kilogramów, bieganie po asfalcie, brak planu i absolutna niechęc do robienia czegokolwiek poza bieganiem, rowerem i pływaniem (brak cwiczeń i stretchingu) zaowocowały tym, że złapałem kontuzję która na długie lata wyleczyła mnie z biegania. Później była intensywna praktyka jogi, która nie jest kompatybilna z żadnym sportem. Po długiej przerwie złapałem jakieś tropikalne paskudztwo na Timorze i wróciłem stamtąd 14 kilo lżejszy (z czego 12 straciłem przez 2 tygodnie). Od tego czasu biegam. Szczęśliwie Kura podrzucił mi książkę Danielsa, Internet zaroił się od różnych głupich i niegłupich informacji o bieganiu, a ja też wyrosłem stałem się bardziej systematyczny i tak to już trwa od początku 2011 r.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz